Zawilgocenie ogniw litowo-jonowych w transporcie – czy zawsze oznacza szkodę?

Woda w kontenerze przewożącym 4500 ogniw litowo-jonowych na pierwszy rzut oka zwiastowała całkowitą szkodę wartą setki tysięcy dolarów. Zamiast jednak opierać się na pobieżnych oględzinach, eksperci Warty skierowali próbki do specjalistycznego laboratorium. Wyniki testów przyniosły zaskakujący werdykt.

Ogniwa litowo-jonowe należą do tych ładunków, przy których alert o kontakcie z wodą od razu budzi uzasadnione obawy. Są produktem wymagającym odpowiednich warunków transportu, a konsekwencje ich uszkodzenia mogą dotyczyć nie tylko wartości samego towaru, ale również bezpieczeństwa jego dalszego użytkowania.

Czy jednak stwierdzenie zawilgocenia takiego ładunku oznacza, że ogniwa rzeczywiście zostały uszkodzone?

Takie właśnie pytanie zostało nam postawione przy jednej ze szkód transportowych.

4500 ogniw i woda w kontenerze

 

fot. 1. Transportowane ogniwa litowo - jonowe

 

Przedmiotem transportu było 4500 ogniw litowo-jonowych typu LFP, umieszczonych w 75 drewnianych skrzyniach. Po zakończeniu transportu morskiego i otwarciu kontenera stwierdzono zawilgocenie ładunku związane z przedostaniem się wody podczas przewozu.

Sytuacja na pierwszy rzut oka mogła wydawać się jednoznaczna: woda dostała się do kontenera. Powstała więc uzasadniona wątpliwość, czy ogniwa mogą być nadal bezpiecznie i zgodnie z przeznaczeniem użytkowane.

W takich przypadkach sama ocena wizualna ma swoje ograniczenia. Ogniwo może wyglądać prawidłowo, mimo że jego parametry uległy zmianie. Możliwa jest również sytuacja odwrotna – widoczne ślady oddziaływania wilgoci nie muszą oznaczać utraty właściwości użytkowych. Dlatego Warta zdecydowała się na wykonanie specjalistycznych badań laboratoryjnych.

Co pokazały badania?

Do laboratorium przekazano sześć pobranych wcześniej ogniw. Podczas ich oględzin nie stwierdzono uszkodzeń obudów. Na jednym z opakowań widoczny był natomiast biały nalot, który mógł być konsekwencją wcześniejszego oddziaływania podwyższonego poziomu wilgotności.

Najważniejsze było jednak sprawdzenie tego, czego nie można było ocenić wzrokowo – rzeczywistych właściwości ogniw.

Badania objęły między innymi ich pojemność, zachowanie przy różnych poziomach naładowania oraz rezystancję wewnętrzną. Parametry te pozwalają ocenić, czy ogniwo zachowało właściwości wymagane do prawidłowej pracy.

Wyniki okazały się jednoznaczne.

Deklarowana przez producenta pojemność ogniwa wynosiła 163 Ah. Tymczasem wszystkie przebadane ogniwa osiągnęły wartości wyższe – średnio od około 167 do 168 Ah. Nie stwierdzono również nieprawidłowości w pozostałych badanych parametrach.

Co ciekawe, prawidłowe wyniki uzyskało także ogniwo, które  znajdowało się w skrzyni z białym nalotem. Widoczny ślad wcześniejszego oddziaływania wilgoci nie przełożył się więc na pogorszenie jego właściwości elektrycznych.

 

fot. 2. Zawilgocone opakowanie zewnętrzne - drewniana skrzynia

 

Badania wykazały tym samym, że pomimo zawilgocenia podczas transportu ogniwa nie zostały uszkodzone i zachowały prawidłowe parametry użytkowe.

 

Nie każdy ślad zdarzenia jest szkodą

Ten przypadek jest interesujący przede wszystkim z punktu widzenia praktyki ubezpieczeniowej.

W likwidacji szkód stosunkowo łatwo jest potwierdzić samo zdarzenie: zalanie, zawilgocenie, uderzenie, przegrzanie czy przepięcie. Znacznie trudniejsze, a jednocześnie najważniejsze, jest ustalenie jego rzeczywistych konsekwencji.

Woda w kontenerze niewątpliwie była zdarzeniem niepożądanym. Nie oznaczała jednak automatycznie, że przewożone ogniwa utraciły swoje właściwości.

To rozróżnienie nabiera szczególnego znaczenia w przypadku specjalistycznych i wysokowartościowych ładunków. Zakwalifikowanie całej partii jako uszkodzonej wyłącznie na podstawie rodzaju zdarzenia może prowadzić do zupełnie innych wniosków niż ocena oparta na badaniach technicznych.

Od przypuszczenia do pomiaru

Oględziny pozostają jednym z podstawowych narzędzi wykorzystywanych podczas likwidacji szkód, ale rozwój technologii i coraz większa złożoność przewożonych produktów powodują, że nie zawsze są wystarczające.

W przypadku elektroniki, ogniw, komponentów maszyn czy innych zaawansowanych produktów rzeczywisty skutek zdarzenia często można ustalić dopiero poprzez odpowiednio dobrane badania.

Opisany przypadek dobrze pokazuje ich wartość. Początkowo mieliśmy 4500 ogniw, zawilgocony ładunek i naturalną obawę o możliwość jego dalszego wykorzystania. Po wykonaniu badań sytuacja wyglądała zupełnie inaczej – uzyskano obiektywne dane potwierdzające zachowanie wymaganych parametrów ogniw.

W praktyce ubezpieczeniowej warto więc czasem inaczej stawiać pytania. Zamiast pytać wyłącznie o to, co wydarzyło się z ładunkiem, warto zapytać co to zdarzenie rzeczywiście zmieniło?

W tym wypadku odpowiedź była jednoznaczna – zawilgocenie wystąpiło, ale nie spowodowało uszkodzenia ogniw.

Sprawa dotyczyła 4500 ogniw litowo-jonowych, a więc ładunku o wartości liczonej w setkach tysięcy dolarów. W tej sytuacji ustalenie, czy zawilgocenie rzeczywiście doprowadziło do uszkodzenia ogniw, miało istotne znaczenie dla oceny rozmiaru szkody.

 

Jak oceniasz artykuł?

Polecane aktualności

Zobacz wszystkie aktualności